Wywiad #1: Aneta Jadowska

Premiera nowej książki Anety JadowskiejAkuszera Bogów, czyli kontynuacji Dziewczyny z Dzielnicy Cudów – już za niecałe dwa tygodnie. Z tego też powodu postanowiliśmy zadać autorce kilkanaście pytań, żebyście mogli lepiej ją poznać. Rozmowę przeprowadził nasz nowy wydawniczy nabytek – Kinga Maszota :) Proszę o oklaski i serdecznie zapraszam do lektury.

Kinga Maszota: Co Aneta Jadowska robi w piątkowe popołudnie, kiedy akurat nie pisze kolejnej powieści?

Aneta Jadowska: Obecnie pewnie oglądam Poirota, bo ład, jaki panuje w powieściach Christie, został w ekranizacji doskonale ujęty, co koi mi nerwy. Zwłaszcza teraz, gdy nie ma dnia bez jakiejś absurdalnej wiadomości ze świata polityki, polskiej czy zagranicznej. Nie mam telewizji, ale w dobie internetu to nie wystarczy, więc trzeba zrównoważyć zewnętrzny świat czymś innym.

Na przykład Poirotem.

Albo Gilmore girls (serial w Polsce znany pt. Kochane kłopoty – przyp. red.) – odkryłam, że mój mąż nigdy nie oglądał, więc mam pretekst do powtórki wszystkich siedmiu sezonów.

KM: Wolisz oglądać filmy w domowym zaciszu z lampką wina pod ręką czy jesteś amatorką kinowych seansów, popcornu i coca-coli?

AJ: Gdzieś pomiędzy. Uwielbiam domowe seanse z herbatą i kocykiem, ale jestem też fanką kina, tyle że bez popcornu czy coli, bo choć rozumiem, że są częścią kultury kinowej właściwie od początków istnienia kin, to nie lubię smaku. Ale jest coś magicznego w ciemnej sali, wielkim ekranie i tym, że niby jest się w tłumie, ale jest się sam na sam z filmem.

KM: Jakie filmy preferujesz: krwawa akcja czy melodramaty i komedie romantyczne?

AJ: Nie uprawiam gatunkizmu :) Oglądam to, na co mam ochotę. Na mojej półeczce z ulubionymi filmami stoją obok siebie między innymi ekranizacje komiksów Marvela, ekranizacje Jane Austen, Bondy i Sherlock BBC.
Nie przepadam tylko za filmami wojennymi, bo przy okazji pracy naukowej miałam przesyt tematów wojennych i po prostu nie mogę oglądać na spokojnie filmów, które albo gloryfikują wojnę jako ach cud bohaterstwo, albo pokazują jej brutalne oblicze, które jest prawdziwe, ale przez to ani odrobinę mniej okropne.

KM: Kawa, herbata, a może bananowy shake?

AJ: Kawa z mlekiem, indian chai albo czarna z miodem, cytryną i imbirem, shake ze szpinaku i awokado. To chyba jedna z cech mojego charakteru, że nie bawią mnie radykalizmy nawet w tych drobnych rzeczach jak „kawa czy herbata?”. Był taki czas w otchłaniach internetu, kiedy deklarowano przynależność do kościoła kawy czy piewców teiny.
Po co wybierać, skoro można cieszyć się z obu? Mój wielki kubek przyjmie z radością wszystko, co nie zawiera hibiskusa i pu-erh – jedynych typów herbat, na które się wzdrygam.

KM: Jakiej muzyki słuchasz? Jacy muzycy towarzyszą Ci w trakcie pisania?

AJ: Jestem dziewczyną spod znaku rocka, ale nie zamykam się w jednym gatunku. Zwłaszcza że wygląda na to, że każda z moich serii powieściowych ma inne wymagania w kwestii muzycznej. Dora pisała się najlepiej przy mieszance hard rocka, grunge, metalu. Nikita idzie w southern gothic i blue grass. Witkacy wolał bluesa i rocka lat 70., ale już w drugim tomie Kurczaczek jest na tyle obecny, że dorzuca do mieszanki zaskakująco wiele – jest taki chłopak z Teksasu, Shakey Graves, jak dotąd najczęściej obecny na track liście przy pisaniu drugiego tomu Witkaca.

Lubię nowe odkrycia muzyczne, zakochuję się w dźwiękach, potrafię słuchać jakiejś płyty tygodniami, gdy nagle o niej zapominam i nie tęsknię. Inne słucham niezmiennie od dwudziestu lat i więcej, stale mam je pod ręką. Uwielbiam to, jak różnorodna jest muzyka i ile jeszcze czeka mnie zaskoczeń, zakochań i zauroczeń.

Nie słucham i nigdy nie słuchałam techno, disco polo i hip-hopu. Nie ideologicznie, po prostu do mnie nie trafiają, nie czuję nic poza irytacją. Ale nie mam problemu z tym, że do kogoś trafia.

KM: Idealne wakacje Anety Jadowskiej to…?

AJ: Morze, mało ludzi, bez upałów. Cudownie, jeśli to Norwegia, bo czułam się znakomicie, ale polski Bałtyk w zupełności wystarcza mi do szczęścia.

KM: Zima za oknem w tym roku szaleje. Lubisz taką pogodę – krótkie dni, szybkie zachody słońca?

AJ: Nie lubię ekstremów pogodowych. Zima z mrozami i lato w tym wybuchającym upale mnie męczą. Uwielbiam jesień, mogłaby trwać pół roku. I wiosnę, z całą tą szaloną nadzieją i witalnością, jakbyśmy faktycznie budzili się ze snu zimowego. Jedyną zaletą zimy jest dla mnie to, że faktycznie wiele nie trzeba robić. Jeśli nie mam ochoty gdzieś iść czy w czymś uczestniczyć, argument, że zimno i grawitacja kocyka nie pozwala, zadziwiająco często trafia.

KM: Pisanie od zawsze miało być dla Ciebie sposobem na życie? Czy jedną z wielu opcji?

AJ: Tak się zastanawiam, ale chyba nigdy nie miałam planu B. Owszem, pojawiały mi się różne pomysły na życie, ale zawsze się wiązały z pisaniem. Mogłam być dziennikarzem piszącym powieści albo naukowcem piszącym powieści, ale pisanie powieści zawsze było w planie.

seria-jadowska

KM: Dlaczego postawiłaś na fantastykę? Myślałaś kiedyś o pójściu w innym kierunku?

AJ: Uważaj, znowu pytanie o gatunek :) Spróbuję być zwięzła w swojej odpowiedzi. Piszę fantastykę, bo lubię ją czytać, a tylko pisanie czegoś, co sama chętnie bym przeczytała, ma sens. Ale to oznacza, że równie dobrze któregoś dnia mogę napisać kryminał, thriller, powieść psychologiczną, biografię, mystery novel w stylu Christie czy romantyczny thriller – bo takie rzeczy czytam.

Fantastyka jest bardzo kompatybilna z moją wyobraźnią. Lubię to, że granicą jest tylko to, co sama mogę sobie wyobrazić. Dla mnie to bardzo wyzwalające i daje mnóstwo radości. Lubię kreować światy.

Ale gdybym miała postawić coś na to, że będę pisała tylko fantastykę do końca swych dni, pewnie postawiłabym robotników wiercących w mieszkaniu obok o 6.00 rano, w nadziei, że po przegranym zakładzie ktoś ich zabierze bardzo daleko.

KM: Jak wygląda proces tworzenia kolejnych powieści Anety Jadowskiej? Niektórzy nocą siadają w gabinecie przy świecach, wypalają tuzin paczek papierosów, nie wychodzą tygodniami z domu… Jak jest z Tobą?

AJ: Dorę pisałam nocami. Na całe miesiące byłam prawie nieobecna w życiu przyjaciół i rodziny, bo w ciągu dnia odsypiałam przepracowane noce. Teraz jestem bliżej normalności.

Ostatnio znalazłam kawiarnię, w której panuje świetna atmosfera i dobrze się pisze. To te chwile pisarskiego glamour, gdy siedzę ubrana, między ludźmi, na stoliku stoi cynamonowe latte i bajgiel z pleśniowym serem, a ja piszę.

Równoważą one sceny abnegacji, kiedy siedzę w piżamie i szlafroku, pijąc herbatę z dwulitrowego termosu, zapominam o jedzeniu i klnę, na czym świat stoi, bo bohaterowie nie robią tego, co chcę, więc tygodniami nie widuję ludzi. Dzięki bogom jest internet, więc nie jestem całkiem sama w tym wariatkowie.

KM: Dlaczego imię Nikita? Nie miałaś obaw, że zostanie przyklejona jej łatka i zniechęci osoby, które nie lubią tego popularnego serialu?

AJ: Nie bardzo. Jeśli ludzie są wystarczająco podatni na uprzedzenia, by imię im przeszkodziło w czytaniu powieści, to może faktycznie niech sobie idą dalej. Imię mi pasowało do bohaterki i do jej osobowości, tego, jak ją widzę. Nie martwiłam się też, że rusofile będą zniechęceni tym, że to w gruncie rzeczy męskie imię.

KM: Nikita jest podobna do Ciebie? Posiadacie wspólne cechy?

AJ: Zupełnie nie. Ja jestem Pollyanną. Ona bardziej Mrocznym Żniwiarzem, z uzasadnionymi problemami z zaufaniem.

KM: Świat Dziewczyny z dzielnicy cudów jest zaskakujący. Nigdy nie spojrzę na Warszawę w ten sam sposób, teraz zawsze będę miała świadomość, że tymi ulicami na Ślicznotce pędziła Nikita, walcząc z wilkołakiem. Musi być to niezwykłe uczucie, kiedy ma się taki wpływ na czytelników?

AJ: Cieszę się, to dla mnie najlepszy komplement. Gdy słyszę, że Toruń czy Warszawa nie będą już takie same dla czytelnika, cóż, moja robota zrobiona jest, jak trzeba.

KM: Ciekawi mnie przeszłość Robina, w pierwszej części nie dostaliśmy odpowiedzi na tacy. Możesz coś zdradzić?

AJ: Przeszłość Robina jest czymś, co dręczy czytelników tak samo, jak dręczy jego. Nie będę zdradzać nic, bo w trzecim tomie pozwolę Robinowi i czytelnikom poznać tę historię trochę lepiej.

KM: Dlaczego Norwegia, a nie na przykład Bora-Bora?

AJ: Uwielbiam Norwegię. Jest w mojej pierwszej trójce najpiękniejszych miejsc na ziemi. I research był dzięki temu czystą przyjemnością. O wiele łatwiej doprowadzić się na skraj bankructwa, powtarzając sobie, że te tygodnie na fiordach są na potrzeby książki niż tylko dla przyjemności. Poza tym rodowód Nikity stanowczo wyznaczał kierunek na północ.

KM: Czy historia skończy się happy endem dla Nikity i Robina? Wiele fanów spekuluje, że ich partnerstwo może rozwinąć się w romans.

AJ: Nie ma takiej możliwości, o ile Robin nie przejdzie operacji płci, a raczej nie zamierza. Nikita jest lesbijką i to dość oczywiste. Ja wiem, że czytelnicy nie dostrzegają rasy czy orientacji, bo mają tendencję do tego, by widzieć bohaterów przez pryzmat siebie. Stąd zdziwienie, gdy przy ekranizacji Amerykańskich bogów Gaimana w roli Cienia obsadzony jest aktor, który nie jest biały, choć w powieści kilka razy są wyraźne wskazówki do tego, że bohater biały nie jest.

Dla mnie pytaniem jest raczej, czy Nikita i Zelda znajdą sposób na to, by ten związek wypalił, mimo że Zelda nie może opuszczać Dzielnicy Cudów, a Nikita nie chce odrzucić wszystkiego, by się do niej wprowadzić i również stać się na dobre i złe jej więźniem.

KM: Dziś mamy premierę drugiej części serii, ale ja już zapytam o trzecią. Kiedy możemy się jej spodziewać i czym nas w niej zaskoczysz?

AJ: W przyszłym roku. Nikita jest czasochłonną serią, pisanie każdego tomu zajmuje mi sporo więcej czasu niż innych powieści. A jest jeszcze równolegle prowadzona seria o Witkacym.

Jak każda matka kochająca swoje dzieci muszę je traktować sprawiedliwie i przynajmniej udawać, że nie faworyzuję ulubieńca.

Akuszer Bogów już 15 lutego!

Categories: Newsy, Wywiady
  • Właśnie kończę „Akuszera bogów”, a w nocy pisałam opinię o „Dziewczynie z Dzielnicy Cudów”. Nie mogę się już doczekać trzeciego tomu, ale lękam się, że może być ostatni. Bardzo nie chcę rozstawać się z tym universum i bohaterami :)