W polskiej fantastyce jest miejsce na nowe nazwiska

Przeglądając facebookowe grupy czy fora związane z fantastyką nietrudno jest się natknąć na twierdzenie, że polska fantastyka zaczęła się od Sapkowskiego i na Sapkowskim się skończyła. Szanowni Państwo, każdy, kto tak myśli, ten trąba. Wybaczcie mi ten jad, ale po prostu przykro się robi, kiedy tak bardzo nie docenia się polskich pisarzy, którzy fantastykę tworzą naprawdę zgrabną. Za przykład niech posłużą chociażby Robert M. Wegner i jego Opowieści z meekhańskiego pogranicza, Paweł Majka, niedościgniony w tworzeniu niesamowitych światów, czy Anna Brzezińska, której książki wręcz zarażają magią.

lukawski

Do tego grona powoli wdziera się również Jacek Łukawski. W zeszłym roku debiutował Krwią i stalą – militarno-przygodowym fantasy okraszonym elementami grozy i wplecionym w fabułę słowiańskim bestiariuszem. Owszem, powieści można było trochę zarzucić, nie była idealna, ale recenzenci wielokrotnie podkreślali, że jak na debiut wyszła bardzo dobrze. Drobne potknięcia autor tłumaczy w następujący sposób:

Problemem, z którym musiałem się zmierzyć, było to, że Krew pisałem dla siebie i prawdę mówiąc nie zastanawiałem się nawet, jak zostanie odebrana. Nagle okazało się jednak, że jest grupa osób, która przeczytała pierwszy tom, przymknęła oczy na potknięcia debiutanta, ale oczekuje, że dalej będzie lepiej.

Jacek przyznał również, że w tym momencie książkę napisałby inaczej:

Gdy Krew i stal szła do druku wiedziałem, że tekst jest najlepszym, co w danej chwili byłem w stanie z siebie wykrzesać. Minął rok i dziś to Grom i szkwał jest szczytem moich możliwości, a w Krwi dostrzegam dużo elementów, które bym z chęcią przekonstruował, rozwinął, poprawił. Pewnie za kolejny rok podobnie popatrzę na Grom.

Teraz nadchodzi czas weryfikacji, bo Grom i szkwał, drugi tom Krainy Martwej Ziemi, ukazuje się naszym nakładem właśnie dzisiaj. Według nas Jacek sprostał wyzwaniu i nie zawiódł nadziei pokładanych w nim przez czytelników. Przekonajcie się sami.

W trakcie pisania tekstu spłynęło do nas kilka pierwszych przedpremierowych recenzji. Poniżej znajdziecie wyimki z linkami do całych opinii.

Jacek Łukawski zrobił wielki krok naprzód, nie tylko dorównując pięknemu debiutowi, ale też umiejętnie rozbudowując historie na jego kartach podane. Moim zdaniem Grom i Szkwał to pozycja obowiązkowa dla każdego szanującego się fana fantasy. Odnajdziecie tu wszystko, czego poszukujecie w tym gatunku, a jego standardy przyprawione słowiańskimi akcentami czynią to dzieło w tym przypadku unikatowe. Nie próżnujcie!
Konrad Morawski – Moznaprzeczytac.pl 

Książka jest znacznie dojrzalsza i lepiej przemyślana. Autor uniknął przy tym wielu błędów, które popełniają nawet doświadczeni pisarze przy pisaniu drugich tomów. Jeśli zatem szukacie powieści z wartką akcją, interesującymi bohaterami, ciekawym światem i słowiańskim folklorem, to jest to powieść dla Was. Polecam!
Łukasz Marciniak – Świat fantasy   

Jacek Łukawski ma niewątpliwy talent, fantazję i umie budować logiczną akcję w swym autorskim świecie. Również tło, które maluje, nie jest obciążone jakimiś obyczajowymi niespójnościami, na które jestem wyczulona. W orientacji bardzo pomaga zamieszczona w książce mapa ziem, na których rozgrywa się wojna o władzę. Muszę przyznać, że z niecierpliwością czekam na następną część, tak bardzo wciągnęła mnie ta opowieść.
Luiza Dobrzyńska – Paradoks    

Natomiast dla tych, którzy pierwszy raz słyszą o Krainie Martwej Ziemi, krótkie wprowadzenie :)

grom-i-szkwal_seria

W dawnych czasach rozegrała się zaciekła wojna. Nie szczędzono żelaza, krew lała się strumieniami, a potężni magowie siali spustoszenie za pomocą tajemnych sztuk. I wtedy doszło do tragicznego w skutkach wypadku. Zetknęły się ze sobą dwa zabójcze zaklęcia, co wyzwoliło tak niszczycielską energię, że ogromne połacie terenu zostały w jednej chwili zamienione w martwe pustkowie. W taki sposób powstała Martwica – niegościnne stepy, gdzie nie było już miejsca dla życia.

Sto pięćdziesiąt lat później zauważono, że zła magia trzymająca krainę w okowach śmierci zaczyna się rozpraszać. Utworzył się przesmyk, który być może mógłby połączyć zwaśnione niegdyś ludy. Królestwo Wondettel wysłało zwiadowców, by sprawdzili doniesienia. Niestety ślad po nich zaginął. Mniej więcej w tym momencie rozpoczyna się pasjonująca przygoda, jaką Jacek Łukawski przedstawia w Krwi i stali. Historia obfituje w zbrojne potyczki z egzotycznymi mieszkańcami krain zza Martwicy, niespodziewane ataki monstrów znanych ze słowiańskich wierzeń, napawające niepokojem i strachem spotkania z istotami igrającymi z życiem i śmiercią oraz ich mrocznym pomiotem.

Jacek Łukawski stworzył bogaty świat, ale nie zobaczymy tego bogactwa od razu. Autor dość oszczędnie szafuje informacjami na temat poszczególnych krain, istot je zamieszkujących oraz kultur, które w tych miejscach się wytworzyły. Jest to zabieg jak najbardziej świadomy. Nie wynika z braku umiejętności w prowadzeniu fabuły czy niedostatków wiedzy w kreacji świata. Jacek w jednym z wywiadów podpytany o tę sprawę stwierdził:

W tomie Krew i Stal poznajemy świat oczami bohaterów. Wiemy tyle, co oni i rozumiemy tak, jak oni rozumieją, czyli w ograniczonym zakresie. Tak samo jak przed wiekami, gdy człowiek znał tylko to, co sam zobaczył, a o reszcie – w najlepszym wypadku – miał mgliste pojęcie. Celowo pokazuję tylko ten wyrywek, fragment „tu i teraz”, by w ten sposób mocniej zaakcentować różnicę w zderzeniu indywidualnego postrzegania z globalnymi zmianami.

I rzeczywiście wraz z biegiem fabuły dowiadujemy się coraz więcej o świecie, w którym przyszło żyć bohaterom. W Krwi i stali zostajemy zaznajomieni z rasą Czartów, a już w Gromie i szkwale poznajemy fascynujących Dwargów i Płanetników.

grom-i-szkwal_centarowski

Jeśli ktoś zapytałby mnie o cechy, które czynią książki Jacka Łukawskiego wartymi poznania, wyszczególniłbym trzy. Po pierwsze, ogromna dbałość o szczegóły. Jacek dał się poznać jako autor niezwykle sumienny, który niczego nie zostawia przypadkowi. I owszem, osadził swoją powieść w neverlandzie, ale nie zaniedbał przy tym jak największego realizmu. Jacek pisze na swojej stronie internetowej:

W mojej opowieści bohaterowie się męczą, nie zawsze wszystko im się udaje, nie mają fotograficznej pamięci i nie są nieomylni. Rany bolą, krwawią i goją się dość długo, a raniony nieprzyjaciel nie kona od razu. Koń nie jest bezobsługowym środkiem transportu, wymagając oporządzenia i miewając swe humory. Wojsko nie maszeruje w pełnym rynsztunku przez wiele mil, zapominając, czym jest wóz taborowy lub kopanie dołów kloacznych, a ludzie w każdej krainie nie mówią tym samym językiem ani nie są dokładnie na tym samym etapie rozwoju. I tak dalej, i tym podobne. Oczywiście starałem się większość kwestii sygnalizować lub wplatać tak, by nie przytłaczały i stanowiły integralną część opowieści, nadając jej unikatowy klimat.

Po drugie jest to odpowiednio wyważona dawka słowiańszczyzny. Przez powieści Jacka przetaczają się całe tabuny pokracznych i niebezpiecznych przedstawicieli słowiańskiego bestiariusza. W lasach tańczą wiły, kusząc nagością, zapraszają do pląsów zagubionych wędrowców, by ci nigdy już nie wrócili do żywych; przyrzeczne bagniska zamieszkują utopce, wciągające nieostrożnych żeglarzy do swojego podwodnego królestwa; kraina daleko za górami jest domem czartów, inteligentnych stworzeń kojarzących się z klasycznym wyobrażeniem wiejskiego diaboła, a z świata umarłych na ziemię przybywają powrotniki, by prześladować żyjących. W całej tej menażerii znalazło się też miejsce na stworzenia z innych kręgów kulturowych. Mamy chociażby smoki, choć te mocno wymykają się znanym stereotypom :)

Ten swoisty galimatias, znany skądinąd przykładowo z Wiedźmina Andrzeja Sapkowskiego, Jacek wyjaśnia następująco:

Stworzyłem świat nawiązujący w swojej konstrukcji do legend arturiańskich, lecz zaszczepiłem w nim nasz rodzimy, słowiański bestiariusz. Chciałem w ten sposób osiągnąć złoty środek, równowagę między klasyką a swojskością.

Po trzecie, wskazuję to, co można uznać za pewnego rodzaju znak rozpoznawczy twórczości Jacka, czyli liczne nawiązania do ważnych dzieł gatunkowych, będące formą puszczenia oka do czytelnika. I tak uważne osoby prawdopodobnie bez problemu znalazły nawiązania do Wiedźmina, Władcy Pierścieni czy Złota Renu.

Odniesienia w Krwi są formą hołdu, ale nie chciałem, by wyszło to na zasadzie przerysowanej, nadętej i sztucznej. Dlatego zdecydowałem się na żartobliwe nawiązania, które – dzięki Bogu (!) wiele osób doceniło. W Gromie również umieściłem kilka figlarnych odniesień, choć miejscami są mniej oczywiste, niż miało to miejsce w Krwi, a ponadto sięgają nie tylko do literatury. Mam nadzieję, że odnalezione, rozbawią uważnego czytelnika.

Ciekawe, czy ktoś znajdzie wszystkie te literackie easter eggi.

Podsumowując i wracając do punktu wyjścia, polska fantastyka wcale nie skończyła się na Sapkowskim. Trzeba czasem dać szansę komuś nowemu, a nuż okaże się, że jednak polscy pisarze nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. A na koniec taka laurka od Krzysztofa Piaska, działającego aktywnie na stronie Nowej Fantastyki, który również zwraca uwagę na to, o czym przed chwilą napisałem.

Przede wszystkim serdecznie gratuluję Ci znakomitego debiutu! Tym bardziej że odniosłeś sukces na polu fantasy, które wielu uważa za tak wyeksploatowane, że prawie niemożnością jest stworzenie czegoś, co nie będzie wtórne. Udowodniłeś jednak, że można!

Categories: Newsy
  • O jak miło że ktoś nas zacytował 😉 Jak widać, idzie nowa jakość w fantastyce…

  • Marta Kucharska

    Czuję się pominięta :(