Historyczny zapis upadku Londynu

Poniższy wyimek pochodzi z arcydzieła autorstwa Thomasa S. Freemana, tomu będącego szczytowym osiągnięciem badań historycznych, noszącego tytuł „Chwalebna Rewolucja i Aneksja Anglii: 10 dni, które zmieniły świat, słowami tych, co widzieli je na własne oczy(Nowy Amsterdam: Elsevier, 1924).

Doktor Freeman uznawany jest za czołowego specjalistę od Het Wonderjaar i burzliwego okresu, jaki nastał później.


Wiele z tego, co wiadomo o upadku Londynu, pochodzi z pamiętników i dzienników Johna Evelyna. Jego wpis z 1 czerwca 1688 roku [34] zawiera następujący fragment:

Złowróżbny to dzień. Boże, ocal Króla.

Wyprawiłem się dzisiaj do Londynu na audiencję u Jego Łaskawości diuka Marlborough. Moja żona, wraz z psem i gosposią Mary, towarzyszyła mi w drodze do miasta, gdyż była chętna zobaczyć tego wieczoru „Bellamirę” w Dorset Gardens, szczególnie że earl Oksfordu rzekł, iż treść sztuki swoim błyskotliwym dowcipem przewyższa nawet niezwykłe umiejętności trupy.

Przysypiałem, poprzedniej nocy dokuczały mi bowiem kwaśne sny, które, jak teraz pojąłem, były niczym innym, jak zwiastunami nieszczęścia, kiedy nagle nasz powóz stanął z gwałtownym szarpnięciem. Zawołałem do woźnicy, pytając, co się stało, i okazało się, iż zatrzymaliśmy się nie z powodu jego niekompetencji, ale przez Królewską Gwardię Konną, która doglądała promu i okolicznych doków, żeby nie wwieziono do miasta żołnierzy, koni ani nawet jednego działa. Z początku obawiałem się, że będziemy świadkami insurekcji, ale prędko poznałem siłę napędzanych mechanizmem zegarowym fizylierów prących na Westminster.

Było oczywiste, że nasz powóz nie ruszy aż do końca bitwy, dlatego też przyłączyłem się do naszego woźnicy i usiadłem obok niego na koźle, spodziewając się krótkiego, acz nie byle jakiego spektaklu. Słyszałem już o mechanicznych ludziach pana Huygensa, gdyż ostatnimi laty byli oni przedmiotem niejednej konwersacji i niemałym utrapieniem. Poznałem paru obywateli francuskich, którzy zbiegli z oblężonej ojczyzny. Podekscytowałem się, że mogę na własne oczy zobaczyć mechanicznych, choć, oczywiście, nie opuszczała mnie trwoga…

Są one stworzeniami iście diabolicznymi. Holenderska sprawność w konstruowaniu mechanizmów zegarowych nie stanowi żadnej tajemnicy. Opowieści o sekretach alchemicznych szkieł są dobrze znane, zaś spektakl z Holenderskimi Łzami [35] jest częstą salonową atrakcją. Lecz metalowi ludzie – niech Opatrzność wybaczy mi przyrównywanie ich do Jego dzieła – są czymś zupełnie różnym, niewątpliwie wprawionym w ruch przez nic innego jak najczarniejszą magiję…

I choć najmężniejsze dusze przyłączyły się do bitwy, przeciwnik był nie do pokonania. Mimo że przed dwudziestoma laty okropny pożar strawił miasto, zdecydowano, że jedynie prawdziwie drastyczne środki mogą spowolnić holenderskie maszyny. Gwardia Konna doglądała zniszczenia budowli i ruin umazanych czarną smołą. I wkrótce ogromne słupy ognia, istne wały obronne, wyrosły pomiędzy Westminsterem a holenderskimi metalowymi ludźmi. Podmuchy wiatru rozniosły rozprzestrzeniające się płomienie. Obserwowaliśmy tę scenę z drugiego brzegu rzeki, dym kłuł nas w oczy niczym igły, na twarzach czuliśmy żar, jakby człowiek spoglądał prosto w kowalski piec, a iskierki dogasały na naszych ubraniach. Dopadł nas ogromny smutek na widok popiołu i płomieni za naszego życia już nie pierwszy, a drugi raz pochłaniających miasto. Uważałem, jak się okazało mylnie, że panująca rozpacz nie może już być głębsza, kiedy tuż po świtaniu dziewczyna podróżująca z moją żoną wydała z siebie okropny krzyk przypominający ryk dzikiego zwierza, oczy wywróciły się jej do środka czaszki, aż stały się białe jak kurze jaja, i zemdlała. Bo, niczym demony z piekła rodem, maszyny kroczyły przez wzbijające w górę płomienie, kontynuując swój atak, jakby ogień był dla nich niczym więcej niż ożywczą letnią bryzą. Gorąc przypiekał proch w ich fuzjach, ale wraży napastnicy tylko odrzucili je na bok i natarli na obrońców z gołymi, złowieszczymi rękoma i w tenże sposób zadali im okropne rany.

london

Rodowici Anglicy nie byli jedynymi osobami, które na własne oczy widziały mechaniczny najazd na siedzibę ich rządu. Alain Longchamp, dezerter z naznaczonej pechem straży tylnej, która przeprowadziła atak na klakierską piechotę zawzięcie tropiącą umykającego przez Półwysep Iberyjski króla Ludwika XIV, był młodym, około dwudziestopięcioletnim [36] mężczyzną, a do Londynu przyjechał w 1685 roku. Trzydzieści lat później, na łożu śmierci, zgodził się porozmawiać z historykami z Université du Québec, którzy zbierali pierwszoosobowe relacje z burzliwego okresu Wygnania. Zapytany o dzień, w którym mechaniczne wojska Wilhelma Orańskiego obległy Londyn, podzielił się następującym wspomnieniem:

Tego ranka chłopak kowala przybiegł w stanie najwyższego podniecenia. Miał ze sobą mosiężne dzwonki i dzwonił nimi z zapałem, który wzburzył całą quartier [37] i sprawił, że ludzie powychodzili z domów i kościołów. Poruszenie było tak wielkie, że nawet księża wylegli ze swoich plebanii, mrużąc oczy i rozglądając się z zaciekawieniem.

– Chłopcze – zakrzyknął jeden z nich – czy ja aby nie widziałem cię u kowala?

– Tak, proszę księdza – odparł tamten.

– Czemuż to niepokoisz ludzi w dzień święty?

– Bo wybuchła wojna, proszę księdza. Niderlandzka armia wylądowała w Londynie, przypłynęła łódkami prosto z Holandii, wiosłując w górę rzeki.

Wówczas ludzie poczęli wyzywać chłopca od kłamców, paru nawet zażądało, aby go wychłostać, stwierdziwszy, że każdy racjonalnie myślący człowiek uznałby przecież podobną rzecz za niemożliwą. Lecz ten upierał się przy swoim.

– Ale to prawda, daję słowo. Holendrzy posłali żołnierzy o cudacznej powierzchowności, ich skóry bowiem lśnią niczym metal tego dzwonka i nie ima się ich ni ostrze, ni z muszkietu kula.

Po usłyszeniu tych słów kobiety poczęły szlochać, bo żeśmy już zdążyli opowiedzieć o naszej ucieczce przed holenderskimi maszynami. Księża ucałowali trzymane w dłoniach różańce i legli krzyżem na ulicy, żeby pomodlić się do Najświętszej Panienki, a Grey’s Inn Lane [38] spłynęła francuskimi łzami. Lojalni Jakubowi i nieświadomi natury metalowych demonów pośpieszyli ku rzece, aby dotrzeć do Westminsteru, niektórzy z niczym prócz obnażonych ostrz, a inni nawet i bez nich, na przekór dobrym radom i doświadczeniu. Tego dnia wiele kobiet zostało wdowami. Nawoływano i nas, abyśmy chwycili za broń i pomścili napaść na nasz dom, nazwano nas tchórzami i strachajłami, kiedy nie posłuchaliśmy, bośmy wiedzieli, że to głupota. Przeżyliśmy niszczycielskie konflikty w Hiszpanii jedynie dzięki łasce boskiej i nie zwracaliśmy na te docinki uwagi.

Dobiegła jednak końca nasza krótka bytność w Anglii. Jeszcze tego samego popołudnia opuściliśmy quartier z zamiarem udania się do Walii, gdzie mieliśmy szukać bezpiecznego przejścia do Irlandii. Mając świadomość, że Morze Irlandzkie bynajmniej nie powstrzyma tych przeklętych mechanicznych ludzi, nie zwlekając, kontynuowaliśmy podróż do Nowego Świata, gdzie, jak mówiono, Vauban i Jego Królewska Mość znaleźli schronienie pośród tamtejszych. [39]

[34] Jak powszechnie wiadomo, atak na Westminster i późniejszy pożar miały miejsce w połowie maja. Data podana przez Evelyna nie jest prawidłowa, stąd podejrzenia, iż nie jest to prawdziwy wpis w dzienniku, ale wyimek z napisanego po fakcie pamiętnika.

[35] Bardziej znane jako „Krople księcia Ruperta”.

[36] Jest to jedynie przypuszczenie oparte na stopniu i typowym wieku, w jakim służyło się wówczas w wojsku. Podobnie trudno ustalić dane innych osób należących do tak zwanej génération refugiés (czyli pokolenia urodzonego we Francji na dziesiątki lat przed jej upadkiem, które umknęło do Nowego Świata zaraz po holenderskich podbojach); akt urodzenia Longchampa jest niedostępny, a może już nawet uległ zniszczeniu.

[37] Niewielka społeczność francuskich uchodźców i ci, którym udało się przeżyć kampanię, w ciągu dekady od katastrofalnej w skutkach inwazji Ludwika XIV na Południową Holandię i, ostatecznie, jego ucieczki przez Iberię, osiedlili się na Chancery Lane.

[38] Pierwotna nazwa Oranjestraatu, jeszcze sprzed aneksji.

[39] Przetłumaczono z Beauharnois, L. T. „Nouvelle France: Une Histoire”. Québec City: Presses de l’Université du Québec, 1888.

tłumaczył: Bartek Czartoryski


Mechaniczny

Zegarmistrzowie kłamią!

Zaraz po tym, jak naukowiec i zegarmistrz Christiaan Huygens stworzył w XVII wieku pierwszego Klakiera, Holandia powołała do życia mechaniczną armię. Nie trzeba było długo czekać, żeby legion mosiężnych piechurów pomaszerował na Westminster. Królestwo Niderlandów stało się supermocarstwem dzierżącym niepodzielną władzę w Europie.

Trzy stulecia później stan rzeczy nadal się utrzymuje. Jedynie Francja zawzięcie broni swoich przekonań, że każdy powinien mieć prawo do wolności, niezależnie czy zbudowany jest z ciała, czy mosiądzu. Po dziesięcioleciach zawieruchy wojennej Holandii i Francji udało się osiągnąć kruchy rozejm.

Ale jeden zuchwały Klakier o imieniu Jax nie może już dłużej znieść geas – niewolniczych więzi ze swoimi panami. Jak tylko nadarzy się okazja, wyciągnie mechaniczną rękę po wolność, a konsekwencje jego ucieczki zatrząsną fundamentami Mosiężnego Tronu.

Mechaniczny – Ian Tregillis (premiera 20 lipca 2016r.)

Categories: Promocja